![]()
Pan Zbigniew z Gorzowa Wielkopolskiego chciał wykupić mieszkanie komunalne. Złożył dokumenty i czekał na decyzję. Dostał jednak pismo z urzędu miasta z informacją, że sprzedaż wstrzymano.
Oficjalny powód: lokal jest zadłużony. Czytelnik "Gazety Lubuskiej" poszedł więc do siedziby administracji osiedla i zapytał, ile wynosi niedobór na koncie:
" Okazało się, że mój dług, który wziął się na dobrą sprawę nie wiadomo skąd, wynosi dokładnie 2,80 zł. Oczywiście spłaciłem go od ręki, nawet z 20-groszowym zapasem, żeby znów nie mieć nieprzewidzianych kłopotów. "
Klient nie może zrozumieć, jak z powodu tak śmiesznej kwoty można było wstrzymać sprzedaż mieszkania wartego kilkadziesiąt tysięcy. Sugeruje, że znaczek na kopercie wysłanej z urzędu kosztował więcej niż wynosił cały dług.
Przedstawicielka gorzowskiego urzędu miasta wytłumaczyła, że Administracja Domów Mieszkalnych przesłała do ratusza informację o stanie konta właściciela na dzień 10 listopada. A wtedy brakowało 453 złotych:
Być może ten pan wpłacił pieniądze kilka dni wcześniej i one nie zdążyły dojść na nasze konto. Tak po prostu czasami bywa.
Nie udało się ustalić, dlaczego - mimo wpłacenia czynszu za listopad - pojawiła się różnica w wysokości 2,80. Być może czytelnik po prostu pomylił się w banku - zasugerowała urzędniczka. Uspokoiła też, że po uregulowaniu długu właściciel będzie mógł kupić mieszkanie.