![]()
Niektórzy powiadają "głupie prawo, ale prawo". Coś w tym jest. Doskonały przykład możemy zauważyć w sądzie okręgowym w Trenczynie na zachodzie Słowacji. Katarina Janikova została w ramach procedury wezwana listownie, by umożliwić potwierdzenie swojego zgonu.
Sam rzecznik sądu stwierdził, że to raczej mało prawdopodobne by kobieta jeszcze żyła, jednak bez jej aktu zgonu nie można kontynuować postępowania spadkowego tyczącego się jej majątku. W oficjalnych rejestrach na Słowacji nie ma aktu zgonu kobiety. Z tego powodu sąd domaga się, by zameldowała się ona w ciągu 12 miesięcy od wysłania powiadomienia. W przeciwnym razie dopiero wtedy zostanie uznana za zmarłą.
Rodzina kobiety mówi, że Katarina urodziła się w 1818 roku i zmarła najprawdopodobniej 69 lat później, w roku 1887. Jednak brakuje na to oficjalnych dokumentów. - Znamy jej datę urodzin. Wiemy, kiedy wyszła za mąż. Ale nie wiemy, kiedy umarła - mówi prawnuk kobiety, 70-letni Pavol Petruszek. To on wystąpił do sądu o zamknięcie postępowania spadkowego i uznanie prababki za zmarłą.
Warto tutaj wspomnieć o poszukiwaniach bydgoskiego sądu, który szukał 227-letniej kobiety.