![]()
Lato – czas beztroski, lenistwa i tego szczególnego, wakacyjnego spokoju. Wymarzona pora dla amatorów spacerów po rozgrzanym słońcem piasku i moczeniu się w przyjemnie chłodnej, morskiej wodzie… Niektórzy mawiają, że letnie miesiące to najpiękniejszy okres w roku. Czy dla wszystkich?
W oczach ludzi cierpiących na aestafobię lato przybiera ziemską formę piekła. W tym przypadku szatanem numer jeden określić możemy temperaturę. Jest ona prawdziwą udręką dla cierpiących na odmianę titubens (trzęsący się) – osób, którzy uważają, iż mają nadwagę i myśl o odsłonięciu swojego ciała choćby w minimalny sposób, wprawia ich w prawdziwe przerażenie.
A co tu mówić o paradowaniu w stroju kąpielowym? Zapewne nie byłoby tak źle, gdyby do tego nie dochodził paniczny lęk przed... plamami potu pod pachami. A jak ich uniknąć, gdy drży się przed zakładaniem lekkich, letnich ubrań?
Twój wróg - słońce#
Drugą odmianę aestafobii określamy mianem astacus (homar). Tutaj głównym wrogiem staje się słońce i opalenizna. Podczas, gdy większość spragnionych zlikwidowania potwornej bladości osób zajmuje się poszukiwaniem urodziwych ochotników trudniących się rozprowadzaniem balsamów do opalania na powoli przypiekającej się skórze – aestofobicy chowają się po kątach i z lękiem myślą o efektach syntezy słońca z ciałem… Otóż wspomnienia tychże ludzi obejmują głównie dwa „poopaleniowe” kolory skóry. A mianowicie: róż i pomarańcz. Ideałem byłby brąz barwy apetycznego orzecha włoskiego, a tymczasem od zawsze ich przekleństwem był prosiaczkowaty odcień różu i (nie daj Boże!) jaskrawy pomarańcz.
To wszystko sprawia, iż ludzie cierpiący na aestafobię boją się lata. Stąd nazwa, której etymologia pochodzi od słowa "aesta" oznaczającego właśnie tę porę roku. Zapewne wielu z nas miało kiedyś opory przed odsłanianiem swego dalekiego od perfekcji ciała, a także nieraz narzekało na odcień opalenizny.
Czy jestem idealna?#
Aczkolwiek nie zapominajmy o tym, że fobia jest dosyć poważną sprawą, tudzież nerwicowym zaburzeniem. Powiedzmy, że charakteryzuje się kilkuset większą emocjonalnością, niż Twoje "ojej!" na widok wylegującej się na ręczniku obok, długonogiej i płaskobrzuchej piękności. Śmiem przypuszczać, że na aestafobię cierpią głównie kobiety – być może jest to kwestia presji wywieranej przez dzisiejsze społeczeństwo na każdej z przedstawicielek płci pięknej.
Mody na uporczywe dążenie do ideału przedstawianego w popularnych pismach, telewizji i praktycznie na każdym mijanym rogu (te reklamy, nie można się od nich uwolnić). Drogie Panie, nie dajmy się zwariować! Zaakceptujmy siebie. I wiecie co? W miarę możliwości zapomnijmy o wszystkich niedogodnościach lata, a zastąpmy je zwykłą wakacyjną radością. Nie doprowadzajmy się do skrajności – strzeżmy się aestafobii.
Czy istnieje rozwiązanie dla ludzi cierpiących na tę przypadłość? Jasne. Jak każda fobia – może być wyleczona. I powinna, bo w gruncie rzeczy wieczna ucieczka przed słońcem to nic przyjemnego. Ileż to razy można spędzać wakacje w najzimniejszych zakątkach naszej planety? Bądź, w bardziej dramatycznych przypadkach – przeczekiwać je robiąc z własnego domu jakiś zakład karny?