![]()
Historia wydarzyła się kilka kilometrów nad Stanami Zjednoczonymi. Samolot linii Northwest Airlines w środę leciał z San Diego do Minneapolis (około 2,5 tys. kilometrów). W czasie lotu z nieznanych przyczyn samolot utracił łączność radiową na ponad godzinę. Gdy minął swój cel o 241 kilometrów, piloci dopiero zauważyli, że coś jest nie tak. Zawrócili, i z opóźnieniem wylądowali na lotnisku w Minneapolis.
Co się stało na pokładzie? Nie wiadomo. Żaden z pilotów nie chce ujawnić prawdy. Richard Cole zapewniał w wywiadzie dla agencji Associated Press, że nie doszło do kłótni między nim a kapitanem Timothym B. Cheneyem. Zaprzecza także pogłoską, że mogli by obaj usnąć za sterami. Powiedziałbym więcej, ale i tak już powiedziałem o wiele za dużo - dodaje.
Nikt na pokładzie nie wiedział co się dzieje do lądowania - opowiada pasażerka Andrea Allmon, gdy wylądowaliśmy i wszyscy zaczęli wyjmować swój bagaż i szykować się do wyjścia, pojawiła się policja - dodaje. Żaden z pasażerów nie ucierpiał. Funkcjonariusze przeprowadzili test na pilotach, z których wynikło, że obaj byli trzeźwi.
Niby nic wielkiego się nie stało. Ale warto zaznaczyć, że po terrorystycznym ataku na bliźniacze wieże WTC w 2001 roku, amerykanie są wysoce czuli na tego typu ekscesy. W omawianej historii, zdążono już postawić gwardie narodową w stan gotowości.
Trasa lotu felernego samolotu /foto: FlightAware.com
Czarna skrzynka rejestrująca rozmowy pilotów, niestety na wiele się nie przyda. Jest starego typu i zapisuje rozmowy z ostatnich 30 minut - czyli minut w których piloci zawracali do Minneapolis. Czarne skrzynki nowego typu rejestrują rozmowy z ostatnich dwóch godzin.