Samochód ogrzewany piecykiem na drewno
W czasie, kiedy większość europejczyków narzeka na mrozy, Pascal Prokop ze Szwajcarii postanowił zrobić coś, żeby umilić sobie zimowe przejażdżki samochodem. Mianowicie zainstalował w swoim samochodzie... piec. To się dopiero nazywa tuning.
Widok jego Volvo 240 z 1990 roku na ulicach miasta Mettmenstetten, 25 kilometrów od Zurichu jest dziwny i śmieszny zarazem. Samochód z dymiącym kominem wygląda jak wynalazek szalonego wynalazcy z ery silników parowych. Prokop jednak nie przejmuje się opiniami innych. Jest zadowolony ze swojego pomysłu, który zapewnia mu ciepło w czasie największych zimowych mrozów.
Tuning polegał na usunięciu fotela pasażera i zamontowaniu na jego miejscu pieca. Kierowca od czasu do czasu wrzuca do środka kilka kawałków drewna. Ogrzewanie działa na tyle dobrze, że właściciel często spędza w samochodzie noce po zakrapianych imprezach, żeby nie nadwyrężać gościnności gospodarzy i nie ryzykować jazdy po spożyciu alkoholu.
Zapytacie pewnie o względy bezpieczeństwa. Okazuje się, że Pascal Prokop zadbał o wszystkie formalności. Początkowo nie zdobył zaufania urzędników, jednak po wprowadzeniu wszystkich sugerowanych przez nich poprawek otrzymał homologację. W dowodzie rejestracyjnym pojazd figuruje jako “sedan z piecem opalanym drewnem”.