![]()
Mieszkańcy przedmieść Sydney mają się czego obawiać.
Ukąszenie może zabić człowieka w ciągu dwóch godzin. Atraksy (zwane też ptasznikami australijskimi) są uznawane za jedne z najbardziej agresywnych i jadowitych pająków. Miasto przeżywa inwazję tych niebezpiecznych stworzeń - alarmują australijscy eksperci.
W ciągu ostatnich tygodni do ośrodka w Sydney, który zajmuje się m.in. produkcją antidotum na jad atraksów, przywieziono aż 40 takich pająków - głównie samców. Samce są pięć razy groźniejsze od samic.
Długi okres suszy, a potem wyjątkowe o tej porze roku opady deszczu i duża wilgotność prawdopodobnie stworzyły pająkom idealne warunki do rozmnażania. - Zaczęły błyskawicznie pojawiać się w dużych ilościach - mówi Mary Rayner z Australijskiego Parku Gadów.
W Górach Błękitnych na zachód od Sydney również zauważono wyjątkowo dużą ilość pająków. - Uważam, że zmiana klimat może mieć z tym coś wspólnego. Jest bardziej wilgotno i chłodno, dzięki czemu pająki mogły się tak rozmnożyć - mówi w rozmowie z ''Sydney Morning Herald'' Rex Gilroy, który monitoruje sytuację w górskim rejonie.
Atraks jest stosunkowo dużym pająkiem - ma od 2,4 do nawet 6 cm długości. W przeciwieństwie do większości pająków, kiedy ktoś zakłóci jego spokój, nie ucieka, tylko bez wahania atakuje. Jego szczękoczułki są w stanie przebić nawet cienki but lub paznokieć człowieka.
W ciągu ostatnich stu lat 13 osób (w tym 7 dzieci) zmarło po ukąszeniu tych pająków. Od czasu wynalezienia antidotum w 1981 roku jeszcze nie zdarzył się przypadek śmiertelny. Ale eksperci i tak zalecają ostrożność - jad atraksów jest tak groźny, że jedna z ofiar potrzebowała aż 17 ampułek z antidotum.