Chcesz stać się bohaterem? Zaopatrz się w shotguna!
Gdyby rzucić hasła paru osobom na ulicy: śrut, karabin, rozwałka - większość osób zapewne dokończy "shotgun!". Karabin tego typu jest nam znany jako dosyć mocarny siewca ołowiu, który w grach pruje wnętrzności, aż miło. A co, jeśli tą morderczą doskonałość da się jeszcze zmodernizować? Przekonajcie się.
Mossberg 500. To nasz dzisiejszy bohater. Broń majestatyczna, można powiedzieć, że stylowa, silna i niebezpieczna. Ponad 3 kilogramy żelastwa, plujące nabojami typu 12 gauge, 20 gauge, .410 bore w skutecznym zasięgu ok. 30-60 metrów. A strzelec w zanadrzu ma od pięciu do ośmiu naboi. Czysta perfekcja.
A tak właśnie wygląda przerobiona wersja naszego kulomiota? Różnice nie są z pewnością tylko i wyłącznie "kosmetyczne". Z broni idealnej dla żądnego krwi świra, bądź przepełnionego testosteronem desperado, ten egzemplarz stał się obiektem pożądania niejednego survivalowca.
Twórcą tej modyfikacji jest Creek Stewart, amerykański instruktor survivalu. Wprowadzając zmiany do modelu, nie skupiał się na osiągach technicznych broni, ale na jej przydatności w sztuce przetrwania. Stąd na próżno szukać w tym karabinie trybu automatycznego, taktycznej lunety, wzmocnionej siły ognia. Broń jest nastawiona głównie na użyteczność.
Sama strzelba na sobie mieści aż 19 naboi różnego typu. Do nich dołączone są także race sygnalizacyjne. W razie walki w zwarciu, broń także pomoże nam ukrócić zapędy wrogów. Do dyspozycji mamy umieszczony na szynie STANAG 2324 (Szyna Picatinny) pięciocalowy nóż Ka-Bar, a w razie walk w nocy i w obcym terenie - na zainstalowane na lufie: kompas i mocna latarka.
Ale to przecież mało, żeby przeżyć, prawda? Autor modyfikacji i z tym sobie poradził. W lufie, uchwycie naciągu i rękojeści karabinu znajdują się schowki, gdzie umieszczony jest cały niezbędnik dla survivalowca. Można tam znaleźć między innymi koc, zestaw do łowienia ryb, narzędzia do rozpalania ognia, apteczkę, balsam do ust, gwizdek i... prezerwatywy pozbawione lubrykantu.
Do strzelby dołączona jest także piła oraz pas mieszczący 24 metry mocnej, nylonowej liny spadochronowej.
Czyż z takim sprzętem nie miło by było wybrać się na "łowy"? Na pewno nie na zające... cóż by z nich po strzale zostało? Futerko?